Think INSIDE a box

 Prowokacyjny nagłówek, hę? Niby powinno się być innowacyjnym i łamać schematy, ale nie o to tym razem chodzi. Już tłumaczę. Pamiętacie jak Wasi rodzice, albo Wy swoim dzieciom, mówiliście, żeby trzymać zabawki w piaskownicy, żeby nie robić bałaganu? No to o taką wirtualną piaskownicę chodzi. Cztery zdania wprowadzenia:

 Do nauki i testów dobrze mieć odizolowane środowisko testowe. Jednym ze sposobów utworzenia go jest stworzenie wirtualnej maszyny, czyli komputera na komputerze. Dość szybko się to ustawia, można zrobić w środku bałagan, coś popsuć, a później wyłączyć czy skasować bez żalu i utworzyć kolejne. Można też tworzyć tak łatwo wiele wirtualnych komputerów i uczyć się obsługi/zarządzania siecią.

Nawet się zmieściłam w czterech zdaniach! Napiszcie w komentarzu, czy miały sens. Przygód z użyciem wirtualnych maszyn w tym odcinku nie będzie. W tym odcinku będzie o przygodach z przygotowaniem wirtualnej maszyny do działania. Na szczęście książka, która pełni rolę mojego przewodnika i podręcznika, uprzedzała, że pierwsze uruchomienie może być problematyczne, więc byłam psychicznie przygotowana.

Z pobraniem VirtualBoxa nie było problemu. Zweryfikowałam sumę kontrolną zgodnie ze sztuką i przystąpiłam do instalacji pakietu. Instalacja zatrzymała się z komunikatem o braku modułu jądra, ale wyświetliła komendę, którą można to naprawić. Okazało się, że jej użycie wprost nie jest możliwe, bo brakuje narzędzi do skompilowania kernelu. AI podpowiedział komendę instalującą wszystko co potrzeba i po zainstalowaniu narzędzi i skompilowaniu z ich pomocą jądra można było dalej w już niezakłócony sposób instalować wirtualną maszynę.

Pobrałam obrazy systemów do testowania na wirtualnych maszynach, uruchomiłam program Virtual Box, który w konsoli powitał mnie komunikatem o braku wsparcia wirtualizacji przez procesor. Temat zdążył mi się gdzieś obić o uszy, więc wróciłam do BIOSa, gdzie znalazłam drugiej warstwie advanced opcji ustawienia procesora, gdzie, istotnie, wirtualizacja byłą wyłączona. Takie nisko wiszące owoce lubię zbierać, szybka dopaminka! Włączyłam przy okazji jeszcze inną opcję, o której może innym razem, i uruchomiłam system.

VirtualBox nie dawał za wygraną i przy próbie utworzenia maszyny wyrzucił kolejny błąd. Okazało się, że domyślnie zainstalowany w systemie był inny moduł wirtualizujący, który zajmował zasoby sprzętowe i nie dopuszczał do nich mojego VB. Po konsultacji z AI wyłączyłam i dezaktywowałam domyślny moduł, zostawiając miejsce dla pobranego. Kilka chwil później pierwsza, a następnie i kolejna wirtualna maszyna zostały utworzone i... wyłączone z braku pomysłu co dalej z nimi robić. Książka opisywała wprawdzie następne kroki, począwszy od konfiguracji sieci między maszynami, ale to byłoby zbyt wiele nowych wiadomości do przyswojenia. Ostatecznie, nie potrzebuję przebiec przez listę, ale zapamiętać co robiłam krok po kroku, zrobić sobie notatki i jeszcze coś tutaj wspomnieć ku potomności.

Nie wiem czy w następnym odcinku będzie ciąg dalszy wirtualnych maszyn, czy jednak praca na czymś fizycznym, ale widzę, że pisanie raczej nabiera rozpędu, więc nic nie ucieknie. Miejmy nadzieję :) Trzymajcie kciuki za moją wytrwałość. Trzymacie? Sprawdzę!

 Pozdrawiam

~N 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oszaleję

Witaj świecie

Networking, dummy!