Pico solutions to macro problems
Gdzie Zero nie może to Pico pośle. Miały być gorzkie żale, że mi nie idzie, nie chce się, jesień, zima, chandra, a tu małe sukcesy, więc piszę od nowa. Dobrze, że mam więcej malin, łeb na karku i pomocnego czata. Oraz, że cel projektu określiłam na wyświetlenie współrzędnych z GPSa na ekranie LCD bez specyfikowania szczegółów, co pozwoliło na bardziej elastyczne podejście, ale o tym więcej w dalszej części programu.
Jeżeli system operacyjny utrudnia komunikację między dwoma urządzeniami to POZBĄDŹ SIĘ GO! Lepiej jest bowiem pracować bez OSa, niż z OSem mieć nierozwiązany problem. Mam RasPI Pico, czyli mikrokontroler (µC), który nie jest komputerem. Nie ma bibliotek, więc potrzebuje trochę więcej surowego kodu, ale to nic dla naszego czata GePeTto, który co prawda miał chwilę zadyszki, ale zaraz wypluł całkiem niezły kod.
Malina Pico pali na widok kabla USB. Poprzednio miałam problem z wgraniem bootloadera, a teraz nie zajęło mi to nawet ćwierć sekundy. To nie mogło być prostsze... Najdłużej trwało ściągnięcie Thonnego, czyli IDE gadającego z µC. Wrzuciłam kod, uruchomiłam i ... było trochę drobnego debuggowania, ale ostatecznie współrzędne GPS zostały wyświetlone na ekranie LCD.
Jutro, albo dziś, zabiorę radosną plątaninę kabelków na spacer i zobaczę czy GPS gpsuje, bo w mieszkaniu niestety ściany skutecznie ekranują sygnał, a po balkonie też daleko nie zajdę... Oby pogoda dopisała, bo jedne z poprzednich testów GPSa prowadziłam z maliną, powerbankiem i kablami zamkniętymi w pojemniku na jedzenie wystawionym na balkon.
Pisałam o sukcesach w liczbie mnogiej, bo jest też kolejny: uruchomiłam magnetometr na malinie Zero. Pięć minut wszystkiego i na konsoli pojawiły się trzy zera. Powodem błędnego odczytu był inny chip niż oryginalny. Okazało się, że mam chińskiego QMC zamiast HMC, który oprócz innego adresu ma jeszcze inne różnice w komunikacji. Czat GePeTto szybko zdiagnozował problem i podał rozwiązanie. Coś o nieoryginalnym chipie obiło mi się kiedyś o uszy, ale wcześniej zdążyłam spisać sensor na straty, więc dobrze, że tym razem dociekliwiej go sprawdziłam.
Na sprawdzenie czeka jeszcze jeden sensor, jest fajny i miałam kiedyś na niego pomysł, ale nie wiem czy ten tym razem faktycznie nie jest zepsuty. Zobaczę jutro, albo jak skończę zabawę z magnetometrem, bo nie chcę wpinać więcej do maliny, bo później z plątaniną kabli trudniej się chodzi po pokoju. Komiczny widok, żałujcie, że nie widzicie.
Być może będą Duże Wieści za jakiś czas, ale to trzymajcie kciuki. Poza tym głowa pęcznieje mi od pomysłów i zdaję sobie sprawę, że otwieram nowe fronty zamiast postępować na starych, ale cóż. Powiedzmy, że nabieram dzięki temu szerszej perspektywy.
Pozdrawiam
~N
PS. Łapcie piosenkę sponsorującą tytuł dzisiejszego posta - Voivod - Macrosolutions to megaproblems
Komentarze
Prześlij komentarz