Aj, aj, AI

 Wykrakałam, ale o tym później. Zacznę od tego, że udało mi się rozwiązać dwa problemy, które wcześniej psuły mi krew. Najnowszym osiągnięciem jest ogarnięcie ekranu, który nie chciał pracować w pełnej rozdzielczości i okazało się, że wina była po stronie ekranu, a nie kabla. Nowy kabel udało się zachować przed wyrzuceniem, jeszcze się przyda. Bohaterami wieczora zostały stary kabel DVI i przejściówka. Nawet nie chce mi się tłumaczyć...

Wcześniej postawiłam nowy system, nie bez problemów, bo Ubuntu nie chciał, bo nie. Kolejne podejście było z Debianem i (o dziwo) zadziałał, tylko teraz psioczę na GUI, bo brakuje mi paska bocznego z ikonami. Nie jestem Linuxiarą z wyboru, która ogarnia wszystko w konsoli z zamkniętymi oczami. Jestem Linuxiarą z przymusu, bo Winda nie działa na moim staruszku. Miałam pisać, że dla mnie Linux to system drugiego wyboru, ale przy nowych Windach, to mam uzasadnione wątpliwości co do prawdziwości tych słów.

Do brzegu. Jest sobie taki jeden projekt LLM AI. Zdaje się, że działa przy mojej starej uczelni. Zajrzałam na grupkę internetową poświęconą projektowi i ogłosiłam miastu i światu, że mam dwie zdrowe ręce i dużo wolnego czasu, a oni tam akurat chętnie przyjmują różnych ludzi do prac wszelakich. O efektach trudno jeszcze mówić, ale jestem w małym zespole i mam zadanie, które nie przerasta moich umiejętności. Mam nadzieję. Chciałam AI, to mam. Może od kuchni podejdę z czasem bliżej i nauczę się więcej.

A jak moje projekty? Są na balkonie, czyli w lodówce. Są mrozy, może dłużej pozostaną świeże. Przy okazji wspomnianej fuchy wpadłam na pomysł, który może rozwinie się w side-project, więc nudno nie będzie.

Dziś bez zabawnej pointy.

Pozdrawiam

~N 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oszaleję

Witaj świecie

Networking, dummy!