Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2025

GPS albo LCD, sudo albo venv

 Gier i zabaw z GPSem z poprzedniego wpisu ciąg dalszy. Tym razem luźniej powiązane z projektem detektora, więc nie zaliczam do serii. Miałam wczoraj pisać wpis o wyświetlaczu LCD, ale nie skończyłam wtedy z nim pracować, a wolałabym pisać o w miarę zakończonych rozdziałach. O tyle, o ile, więc dziś będzie jednak o niedokończonym. Zacznę tę historię od strony wyświetlacza LCD, o takiego . Kiedyś coś z nim próbowałam szczęścia i trochę działało, a trochę pisało co drugą linię, zamiast w każdej. Teraz zaczynam od czata GePeTto, który daje mi przykładowy kod. Coś mi w tym kodzie od niego nie pasuje, bo w ogóle pominął jeden pin, który trzeba podłączyć, więc szukam w internecie po nazwie sterownika (Python nazywa to modułem, pewnie poprawnie byłoby nazwać to biblioteką, ale służy ona do sterowania wyświetlaczem, więc idąc za skrótem myślowym zostanę przy tym nazewnictwie). Znajduję stronę internetową wydawcy sterownika, na której jest dość treściwy tutorial. Chcę zainstalować sterownik...

Strefa/Detektor - 002 - GPS nie wskaże Ci drogi

 Postępów szczególnie nie ma. Może do weekendu zrobię coś do testów terenowych GPSa i jak będzie działał, to będzie wielki sukces. A jak nie będzie działał to będzie myślenie co się wysypało i dlaczego, skoro wszystko powinno działać. OK, ale po kolei. Pierwsze próby uruchomienia anteny GPS z maliną miały miejsce 5 lat temu i zakończyły się uzyskaniem czegokolwiek. Bodaj dwa lata temu udało się ustalić z kolegą, że kluczowy jest pin resetujący i trzeba zmieniać jego stan, żeby moduł się zresetował, a później przeszedł do stanu roboczego. Doszliśmy do tego po chyba dwóch godzinach błądzenia, dlaczego antena podaje jakieś nieciekawe komunikaty, a nie może złapać satelitów i podać współrzędnych. No to trzeba było zresetować pamięć modułu z pozycjami satelitów, które były nieaktualne, a po resecie po jakimś czasie wyszukał i działało. Co działo się ostatnio? Odgrzebałam stary kod, który mam w większej ilości kopii niż potrzebna. Uruchomiłam go i oczywiście pojawiły się problemy. Czat G...

Strefa/Detektor - 001 - Stary projekt

 Nie chce mi się pisać wyczerpującego wprowadzenia od początku, więc jeśli ktoś wie, to zaraz przechodzę bardziej do konkretów. Jeśli ktoś nie grał w gry z serii S.T.A.L.K.E.R., albo grał i nie skojarzył/zapomniał, to szczegóły znajdziecie na wiki gry. A w skrócie: - są artefakty, są wartościowe i chcecie je znaleźć, ale są niewidzialne, - są anomalie, są niebezpieczne i chcecie je omijać, ale są trudno zauważalne, - są detektory, które ostrzegają przed anomaliami i czynią artefakty widocznymi. Na komputerze fajna zabawa, ale może zrobić, żeby zagrać (ze znajomymi?) w lesie? Taki pomysł mi przyświecał i kiedyś szukałam jego fanowskich realizacji, ale ku swojemu zdumieniu i pewnemu rozczarowaniu widziałam tylko atrapy detektorów z głupio świecącymi lampkami. Ja chcę the real deal ! Po latach nadzieję zapalił zespól fanów gry bodaj z Urugwaju. Chłopaki chcieli zrobić grę na smartfony, w którą można by grać na całym świecie. Do tego ładny GUI, więcej statystyk, kto wie co więcej... Za...

Ekran dla maliny

 Temat z wczoraj, ale uważam, że wart odnotowania. Czuję się fatalnie, jak teraz tego nie napiszę to pewnie popadłoby w zapomnienie. Zdziwię się jeśli ktokolwiek to kiedykolwiek przeczyta, ale ten blog od początku miał być dla mnie i dla sztuki. Do rzeczy. Lata temu kupiłam do mojej RaspberryPi 3B+ ekranik LCD 3,5' akurat pasujący rozmiarem do samej malinki i ewentualnej obudowy dla tejże. Ekranik ma wbudowane piny pasujące do pinów GPIO maliny, więc wydawałoby się, że będzie plug-and-play. Otóż nie. Pierwsza próba pożenienia ekranu z maliną czyniona wkrótce po zakupie zakończyła się porażką. Ekran świecił się na biało, znaczy dostawał napięcie, ale nic nie wyświetlał, bo widocznie nie dostawał komunikacji od maliny. Zniechęcona porzuciłam temat i ekran wylądował w szufladzie, skąd po latach wyciągnęłam go w nadziei na odwrócenie jego losu. Ostatnio odkurzam warsztat, uruchomiłam malinę i wtem, spod zwałów wszystkiego piętrzącego się na moim biurku, uśmiechnął się do mnie dawno zap...

Sługo, powstań

 Wirtualne maszyny mnie zmęczyły, więc przeszłam do czegoś fizycznego. Największa różnica jest taka, że malina na moim biurku ma mniej RAMu niż przydzielone ma VM oraz przy nieuważnym poruszeniu może się poluzować kabel zasilający. Po co ma być łatwiej, skoro może być bardziej... realnie? Ściągnęłam instalator malinowych obrazów. Wybrałam najlżejszy system bez GUI, żeby nawet w razie problemów polegać tylko na konsoli (i dać szanse malince pracować z marnym RAMem). Okazało się, że jedyna wolna karta pamięci dla zainstalowania systemu jest najwolniejsza z tych, które mam, a przy okazji znalazłam dwie karty z systemami z wcześniejszych malinowych testów. Na szczęście instalator obrazu pozwala skonfigurować połączenie WiFi i SSH przed instalacją, dzięki czemu malina powinna po uruchomieniu odpowiadać.  I odpowiedziała! Zaktualizowałam co się dało i pobrałam Apache do stworzenia serwera WWW. Uruchomienie go było śmiesznie proste i po paru minutach malinka odpowiadała wyświetlając ...

Think INSIDE a box

 Prowokacyjny nagłówek, hę? Niby powinno się być innowacyjnym i łamać schematy, ale nie o to tym razem chodzi. Już tłumaczę. Pamiętacie jak Wasi rodzice, albo Wy swoim dzieciom, mówiliście, żeby trzymać zabawki w piaskownicy, żeby nie robić bałaganu? No to o taką wirtualną piaskownicę chodzi. Cztery zdania wprowadzenia:  Do nauki i testów dobrze mieć odizolowane środowisko testowe. Jednym ze sposobów utworzenia go jest stworzenie wirtualnej maszyny, czyli komputera na komputerze. Dość szybko się to ustawia, można zrobić w środku bałagan, coś popsuć, a później wyłączyć czy skasować bez żalu i utworzyć kolejne. Można też tworzyć tak łatwo wiele wirtualnych komputerów i uczyć się obsługi/zarządzania siecią. Nawet się zmieściłam w czterech zdaniach! Napiszcie w komentarzu, czy miały sens. Przygód z użyciem wirtualnych maszyn w tym odcinku nie będzie. W tym odcinku będzie o przygodach z przygotowaniem wirtualnej maszyny do działania. Na szczęście książka, która pełni rolę mojego pr...

Networking, dummy!

 Pewna młoda youtuberka zajmująca się cybersec kilkukrotnie podkreśliła, że networking w branży jest bardzo istotny. Pod filmikiem zamieściła link do swojego kanału na diskordzie, więc nie czekając ani chwili dołączyłam do niego. Po co? Choćby, żeby zobaczyć co w trawie piszczy, czym zajmuje się community, jakie wiadomości są istotne i szeroko komentowane. Potencjalnie, żeby mieć miejsce, gdzie będę mogła zapytać się o poradę, gdy wyjdę poza podstawy.  Z jej filmiku trafiłam na portal Roadmap.sh gdzie znalazłam przykładową mapę potrzebnej wiedzy i umiejętności dla branży cyber security . Jest to o tyle ciekawe narzędzie, że każdy punkt jest opisany pokrótce, zawiera linki do artykułów szerzej rozwijających zagadnienie, a także jest interaktywne. Po założeniu profilu poznane obszary można odhaczyć i patrzeć jak kolejne stają się szare na schemacie. Jutro postaram się uzupełnić profil i może nawet podlinkuję tutaj. Może ktoś będzie chciał zobaczyć moje postępy i mi kibicować na...

Pierwsze kroki

 Nie po raz pierwszy... używam komputera. Nie pierwszy raz piszę bloga, nie pierwszy raz pisałam program (mniejszy czy troszeczkę większy), nie pierwszy raz konfiguruję coś na komputerze. Dotychczas to wszystko było dość beztrosko-hobbistyczne. Nie musiało być idealnie, wystarczało do mojego użytku.  Teraz chcę robić podobne rzeczy, ale bardziej świadomie, w bardziej uporządkowany sposób. Zgodnie ze sztuką. Nie tylko na teraz, ale z myślą o przyszłości. Czy to jeśli zechcę wrócić do czegoś, czy to jeśli ktoś uznałby moją pracę za przydatną i pomocną i chciał jej użyć. Chcę włączyć takie myślenie "czterowymiarowe". Poniekąd również dlatego, żeby poświęcić każdemu kroku więcej uwagi, a dzięki temu, miejmy nadzieję, więcej zapamiętać o tym, co robię. Bo o ile robię rzeczy nie po raz pierwszy, to teraz znowu uczę się je robić, jakbym znowu uczyła się chodzić, albo jeździć na rowerze. Mam ten komfort, że mam dość czasu, który mogę poświęcić na naukę. Nie zmienia to faktu, że czuje...

Witaj świecie

 Witaj czytelniku, witaj czytelniczko! Pierwsze podejście do pisania bloga miałam jak byłam trzy razy młodsza. Początki internetu (przynajmniej powszechnie dostępnego w Polsce), chyba pierwszy boom młodzieżowych blogów... Słomiany zapał zgasł szybko i na długo. Kolejne podejście było jakoś po dekadzie. Czas studiów, gier i projektów prowadzonych ze znajomymi, które chcieliśmy wydźwigiwać na wyższe poziomy i szersze kręgi. Wcześniej to udawało się (może w ograniczonym stopniu), bo mieliśmy więcej czasu i energii. Później każdy był bardziej zajęty swoimi tematami i wszystko traciło impet. Również mój blog. Następna próba była pięć lat temu, w "głębokim Covidzie". Dziejowy moment, cywilizacja stawia czoła zarazie, a każdy z nas musiał radzić sobie z tym sam, tak czy inaczej. Okoliczności skłaniały do przemyśleń, a te chciały znaleźć ujście i odbić się jakimś echem, może znaleźć aprobatę u innych. Jednak na chęci się skończyło. Teraz są jeszcze inne okoliczności i pobudki skłania...